Kiedy w latach 90. ukazała się książka Shany Penn „Kobiety w podziemiu”, 
a Agnieszka Graff próbowała wywołać dyskusję na temat opozycji stanowojennej i filarowego w niej udziału najdzielniejszych Polek, mnie się wydawało, że to dużo za wcześnie. Ciut ironicznie o tym piszę, bo bałam się martyrologii i odcinania kuponów. Bałam się też, że opowiadanie o tamtym czasie będzie znaczyło, że to już historia, że się domknęło. I tylko w papierach i pamięci pozostanie. Że dzianie się skończyło.

Kilka lat temu zaczęli umierać przyjaciele z tamtego świata. To już wiedziałam, że dzianie się skończyło. Czasem mam zbyt mały dystans, ale przez filtry nie-doświadczenia tamtego czasu moich młodszych współpracowników zapisujemy różne historie opozycjonowani  wobec/przeciwko systemowi Peerelu.

 

Pracujemy bardzo intensywnie i ciekawie. Wspólnie się przejmujemy i śmiejemy nad opowieściami, w których pełno wieloznaczności postaw, zdarzeń i pamięci.

 

Lubię zapisywanie cudzych historii, bo wiele się uczę.

         Anka Grupińska

 

 
statystyka