Dla mnie komandosi byli zjawiskiem wydziału filozoficznego. Wiem, że Jaś Lityński by powiedział, że na matematyce również [byli], ale wydawało mi się, że to były jakieś takie pola marginalne. Większość kolegów, koleżanek na naszym wydziale była trochę jakby przyszarzoną biedą, mizerią peerelowską. I było grono komandosów, które było euforyczne. Był ekskluzywizm, który, wydawało mi się, że przekraczałem w tym sensie, że byłem w komisji socjalnej, byłem starostą roku. Cały czas miałem problem własnej wiarygodności – że muszę uważać z tą euforycznością. Starałem się usztywniać, na przykład nie chodziłem w dżinsach tylko w garniturze, czy w jakimś takim bardziej konformistycznym stroju. Mam też taki obraz z tamtych czasów – profesora Tadeusza Płużańskiego, z którym nie miałem żadnego kontaktu. Widzę go w otwartych drzwiach. I tak jakby to był jakiś komunikat do mnie – z innego świata, który związany był z prześladowaniami przed 1956 rokiem. Spojrzenie, które kazało mi się zatrzymać w radości opozycji komandoskiej – że ktoś może na to patrzeć, kto nie ma w tym momencie form ekspresji.
O powściąganiu własnej komandoskiej euforyczności opowiada Wiktor Górecki, Warszawa.
Pamiętam jedno spotkanie w akademiku na Kickiego. Ze Stefanem Bratkowskim. W tym spotkaniu brał udział Waldek Kuczyński. Byłem z Teresą Bogucką. Była mowa o tym, jaka jest misja studentów – misja nowego pokolenia. W kontekście było takie poczucie, że tutaj jest jakiś zaczyn opozycyjny. Bratkowski występował z taką tezą w duchu pozytywistycznym. Można powiedzieć – przyszedł z pozytywistycznym przesłaniem do hipotetycznie romantycznego grona, które ma ochotę zachować się nieodpowiedzialnie podwójnie: być może zrobić jakiś gest, ale być może zignorować to, co jest prozą stanu Polski. On to tak brutalnie określił – że być może trzeba na początku doprowadzić do tego, żeby ten klozet na Kickiego był czysty, a potem się czymś innym zajmować. Była gotowość wysłuchania takich argumentów. Może widownia nie wiedziała jeszcze, jaka jest? Natomiast miała poczucie, że ma w sobie pewne drożdże, że tymi drożdżami było środowisko komandosów. Waldek Kuczyński, który stał w drzwiach, z tych drzwi mówił. Było to bardzo kompetentne. Odwoływało się do kategorii ekonomicznych. Był dla mnie tam jedynym partnerem. Nie pamiętam innych osób.